Pamiętaj
słowa ludzi. Patrz gdzie mają swój cień.
Śnieg
skrzypiał pod moimi brązowymi kozakami z ostrymi czubkami. Miałam
nisko spuszczoną głowę i próbowałam schować twarz w czerwonym
szaliku. Kryłam dłonie w szarym płaszczu. Białe kuleczki spadały
z nieba, było okropnie zimno. Chodnik na tej uliczce był strasznie
ciasny. Stała tu tylko jedna lampa, która wytwarzała migające
białe światło. To miejsce sprawiało, że cała się trzęsłam,
ale nie z chłodu. Patrzyłam na własne stopy i brudny puch, który
spadł niedawno. Nagle poczułam uderzenie i odskoczyłam z
zaskoczenia do tyłu.
-Ojej
strasznie przepraszam.. - dałam radę wyjąkać.
Wysoki
mężczyzna również skrywał się pod płaszczem,a twarz miał
skrytą w cieniu jego kapelusza. Kiwną nieznacznie głową.
-Nic
się nie stało...
Coś
mi nie pasowało w nim.. Coś sprawiało, że przykuł moją uwagę.
Nagle ten sam miły pan zrobił niespodziewany ruch. Popchnął mnie
z nadludzką siłą i odleciałam do tyłu. Uderzyłam plecami w
twardą latarnie, która wydała głuchy brzdęk, a ja osunęłam się
na ziemie. Plecy mnie okropnie bolały, nie mogła złapać oddechu.
-Pomocy!
- wrzasnęłam tracąc cenne powietrze.
Czułam
okropny ból, nie potrafiłam jasno myśleć. Co się dzieje? Czemu
ten dziwny gościu chce mnie skrzywdzić? On nadal nie pokazując
twarzy ruszył w moją stronę. Mój policzek dotykał ziemi.
Zauważyłam dziwną anomalie. On nie miał cienia. Próbowałam się
poruszyć, ale moje ciało było sparaliżowane bólem. Nagle
zrozumiałam, że facet się zawahał, wpatrywał się w coś za mną.
Przed chwilą rzucił mną jak lalką, a teraz widać było na jego
twarzy strach. Serce mi przyśpieszyło. Mogło to być tylko coś gorszego.
-Fałszywy,
odejdź – wysyczała kobieta.
Splunął
na bok z pogardą, jednak pod jego ciemnym kapeluszem skrywały się
pierwsze krople potu. Denerwował się.
-Nigdy..
Ona jest..
-Nikt
z ludzi nie jest wasz – warknęła dziewczyna przerywając
napastnikowi.
Przeskoczyła
nade mną. Miała na sobie długi ciemny płaszcz i ciężkie
wojskowe buty. Jej bujne, puszyste czarne loki sięgały do łopatek.
W dłoniach trzymała dwa długie.. miecze? Wzięła zamach i bronią
mierzyła w mężczyznę. Była niesamowicie szybka. Jednak on
odsunął się równie sprawnie. Końcówka ostrza rozerwała
płaszcz. Przeklął cicho i wyciągnął znikąd długi sierp. Oboje
ustawili się jakby mieli zaraz zaatakować. Zaszarżował, ale
kobieta podskoczyła i uderzyła kolanami w jego ramiona. „Fałszywy”
przewrócił się na plecy, a ona siedziała unieruchamiając mu
ramiona nogami.
-Powiedz
swoim koleżką z Czerni, że nie mają tu wstępu.. - powiedziała
zadowolona.
Zamachnęła
się i mieczem odcięła mu głowę. Pisnęłam zszokowana. Jednak
nie polała się krew. Mężczyzna rozwiał się niczym popiół.
Moja wybawczyni wstała i podeszła do mnie. Nie miałam siły
podnieść głowy by zobaczyć jej obliczę. Jedyne co widziałam to
czubki jej czarnych skórzanych glanów. Poczułam jak ona mnie
podnosi i krzyknęłam z bólu.
-W
coś ty się wpakowałaś dziewczyno? - cmoknęła.
Wyjąkałam
coś i po chwili obraz zalała mi czerń.
*
* *
Zamrugałam
ociężale. Nie miałam bladego pojęcia gdzie się znajduję.
Podniosłam się i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie bolą mnie
plecy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to mały pokój, z
czerwonymi ścianami i kominkiem. Było ty tylko jeden czarny fotel
odwrócony do mnie tyłem i łóżko, na którym leżałam. Na
drewnianej jasnej podłodze znajdował się pomarańczowy dywan. Była
tam poduszka i koc.
-Dzień
dobry Śpiąca Królewno! - usłyszałam głos dziewczyny z uliczki.
Stała
niemal niewidzialna w cieniu przy kominku. Wyłoniła się z niego i
po raz pierwszy mogłam się jej przyjrzeć w pełnej krasie.
Jej
blada skóra sprawiała, że wyglądała jak posąg bogini. Miała
idealną figurę, na której opinała się czarna bluzka i tego
samego koloru ciasne leginsy. W twarzy tej dziewczyny nie jeden
chłopak by się zakochał. Miała niebieskie inteligentne oczy,
które były otoczone woalką grubych i długich rzęs. Mocno
wysunięte kości policzkowe dawały jej iście rzymski wygląd.
Posiadała idealnie gładką cerę. Od gorąca jej wklęsłe poliki
przybrały czerwony kolor. Pełne rubinowe wargi wyginały się w
szczerym uśmiechu.
-Wpakowałaś
się w niezłe bagno...
Byłam
przerażona. Co się tam właściwie stało? Czy stała przede mną
morderczyni? Wiele pytań nasuwało mi się na myśli, jednak
najwyraźniej musiałam je odłożyć na później.
-Gdzie..
gdzie jestem? - spytałam niepewnie?
-Witamy
Cię w piekle! - usłyszałam nowy głos.
Z
fotela wstał chłopak. Nie był super wysoki, ani specjalnie
umięśniony. Na głowie kłębiły się ciemne blond kędzierzawe
włosy. Okrągłe poliki miał w lekkim trądziku. Jego uśmiech był
zaraźliwy. Od razu dało się wyczuć bijący od niego optymizm. Był
niemal wychudzony. T-shirt z AC/DC wisiał na nim, a wojskowe spodnie
trzymały się na jego biodrach tylko dzięki brązowemu paskowi. Na
stopach miał ciepłe babcine kapcie.
-Jestem
Charlie.. I jestem mózgiem całego naszego dwuosobowego zespołu –
powiedział z tępy uśmiechem.
-Dobra
nie wystrasz jej swoją gębą Charles.. - przewróciła oczami
bogini – Jestem Izabell, ale mów mi Izzy – wskazała pod
podbródkiem chłopaka – a tamtą chołote nazywaj Charles..
Chłopak
zaśmiał się wesoło.
-Też
cię kocham Izzy – powiedział wysyłając w jej stronę
niewidzialnego całusa.
Izabell
przewróciła oczami zdegustowana i podeszła do mnie.
-A
ja jestem Kate.. Po prostu Kate.. - powiedziałam nieśmiało –
Mogę spytać czemu się tu znalazłam?
Nowo
poznani spoważnieli trochę i spojrzeli po sobie. Widać było na
ich twarzach niepokój. Jakby bali się mi czegoś powiedzieć...
-Opowiem
ci wszystko, ale musisz mi zaufać i wysłuchać do końca... -
zaczęła Izzy – Świat w którym żyjemy to tylko jeden ze
światów...
-Ale
przecież jest wiele galaktyk i...
-Wysłuchaj
jej – przerwał mi Charles.
Zamilkłam
pośpiesznie lekko zawstydzona.
-A
więc – kontynuowała niezrażona dziewczyna – istnieją dwa
wymiary... Drugi rządzi nami.. Nie widzimy go, nie odczuwamy go, ale
on jest i niestety.. ma ogromny wpływ na nasz świat. Żyją w nim
istoty.. które.. no.. Odzwierciedlają nasze złe cechy.. Chodź tak
naprawdę oni byli pierwsi.. Zarażają swoim dotykiem nas i tak o to
stajemy się nie do końca dobrzy... Spotkałaś Fałszywego..
Istnieje więcej takich.. Wszyscy mają jeden cel.. - jej oczy
spojrzały we mnie z pełną powagą – abyśmy niczego nigdy się
nie domyślili.
-Ale
czego mielibyśmy się domyśleć? - zapytałam lekko
zdezorientowana.
-Że
możemy panować nad czasem.. - powiedział Charles – Te istoty ze
Świata Czerni mają wskazówki jak odnaleźć coś co sprawia, że
panujemy nad czasem... Ukrywają to u siebie i sami szukają tego..
-Nadal
nie rozumiem.. Po co atakują ludzi?
-Powiedz
mi Kate, o czym ostatnio myślałaś?
Zdziwiło
mnie to pytanie. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, że musi
istnieć coś oprócz nas. Pytania i odpowiedzi nasuwały mi się
same.
-Nie
którzy widzą więcej Kate... Ci którzy zauważyli, że coś jest
nie tak.. że coś więcej musi istnieć oprócz naszego świata, odzyskują
świadomość.. Wtedy zaczynają na nas polować istoty z Czerni i nas likwidują...
-Ponieważ
możemy im zagrozić... Ponieważ my nie potrzebujemy wskazówek do
znalezienia esencji..
-To
gdzie ona jest? - ufałam im.
Przekonali
mnie dogłębnie. Rzeczywistość mnie przerażała, ale było tak
też w normalnym życiu... Więc to tylko wszystko wyjaśniało..
-Nie
wiemy.. - posmutniała Izzy.
Odwróciła
się i wyszła z pokoju. Zostałam sama z Charlesem. Spojrzał na
mnie ze smutkiem. Westchnął cicho i usiadł obok mnie. Patrzył się
smutny w płomienie.
-Ludzie
nie mogą od tak sobie go znaleźć.. Musimy mieć kompas. Wskaże on
nam, tylko i wyłącznie nam drogę...
-To
gdzie on jest?
-Zabrali
go ci z Czerni.. skryli w swojej najbardziej strzeżonej twierdzy w
swoim wymiarze.. Kiedyś mieliśmy go my.. - urwał.
Widać
było łzy wzbierające w jego oczach.
-Pilnował
go Steve, narzeczony Izzy... Napadli ich gdy spacerowali razem..
Walczyli.. Bronili naszej odpowiedzi do posiadania władzy czasu..
Jednak przeciwników było zbyt wielu... Steve by ochronić Izabell
wrzucił ją do wody bo byli na moście.... Nim wypłynęła było po
wszystkim. Nie było ani Steva, ani kompasu, ani tych przeklętych z
Czerni.. - warknął przez łzy – Nie wiemy czy go porwali, czy też
zabili... Wiemy tylko gdzie trzymają kompas dzięki jednemu z nich,
który się z nami sprzymierzył.. - opuścił głowę.
-Teraz
wiesz – nie usłyszałam jak dziewczyna weszła do pokoju – Nie
odpuścimy.. Nawet nie ze względu na kompas.. ale – załamał jej
się głos.
-Dla
Steva.. - dokończył Charles.
Siedziałam
jak zaczarowana. Widziałam ogromne cierpienie na twarzy Izzy i
Charliego..
-Jak
mogę wam pomóc? - spytałam sama omal nie płacząc.
-Nie
możesz, na razie trzeba cię wyszkolić – powiedziała ocierając
łzy moja wybawczyni z uliczki.
Kiwnęłam
głową. Jestem osobą, która widzi więcej. To mi się nie mieściło
w głowie.... To było nieprawdopodobne.. Oboje wstali i ruszyli do
wyjścia.
-Ale..
jak odróżnić tych z Czerni od normalnych ludzi? - spytałam tempo.
Kobieta
zatrzymała się w drzwiach i obróciła się w moją stronę.
-Słuchaj
ludzi.. zobacz jacy są. .jeśli parę osób w twoim pobliżu
wykazuje się tą samą negatywną cechą..
-To
wiedz, że musisz patrzeć na ludzkie cienie... Oni ich nie mają.. -
dodał Charles.
Wypuściłam
nerwowo powietrze. Słuchaj i pilnuj cieni... Dobrze zapamiętać tę
radę..
_____________________________________
________________
Witam serdecznie na moim nowym blogu :> Mam nadzieję, że was troszku zainteresowałam xD <3
Kolejny rozdział.. wkrótce :3