sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział I Fałszywy

Pamiętaj słowa ludzi. Patrz gdzie mają swój cień.


         Śnieg skrzypiał pod moimi brązowymi kozakami z ostrymi czubkami. Miałam nisko spuszczoną głowę i próbowałam schować twarz w czerwonym szaliku. Kryłam dłonie w szarym płaszczu. Białe kuleczki spadały z nieba, było okropnie zimno. Chodnik na tej uliczce był strasznie ciasny. Stała tu tylko jedna lampa, która wytwarzała migające białe światło. To miejsce sprawiało, że cała się trzęsłam, ale nie z chłodu. Patrzyłam na własne stopy i brudny puch, który spadł niedawno. Nagle poczułam uderzenie i odskoczyłam z zaskoczenia do tyłu.
         -Ojej strasznie przepraszam.. - dałam radę wyjąkać.
Wysoki mężczyzna również skrywał się pod płaszczem,a twarz miał skrytą w cieniu jego kapelusza. Kiwną nieznacznie głową.
         -Nic się nie stało...
Coś mi nie pasowało w nim.. Coś sprawiało, że przykuł moją uwagę. Nagle ten sam miły pan zrobił niespodziewany ruch. Popchnął mnie z nadludzką siłą i odleciałam do tyłu. Uderzyłam plecami w twardą latarnie, która wydała głuchy brzdęk, a ja osunęłam się na ziemie. Plecy mnie okropnie bolały, nie mogła złapać oddechu.
         -Pomocy! - wrzasnęłam tracąc cenne powietrze.
Czułam okropny ból, nie potrafiłam jasno myśleć. Co się dzieje? Czemu ten dziwny gościu chce mnie skrzywdzić? On nadal nie pokazując twarzy ruszył w moją stronę. Mój policzek dotykał ziemi. Zauważyłam dziwną anomalie. On nie miał cienia. Próbowałam się poruszyć, ale moje ciało było sparaliżowane bólem. Nagle zrozumiałam, że facet się zawahał, wpatrywał się w coś za mną. Przed chwilą rzucił mną jak lalką, a teraz widać było na jego twarzy strach. Serce mi przyśpieszyło. Mogło to być tylko coś gorszego.
         -Fałszywy, odejdź – wysyczała kobieta.
Splunął na bok z pogardą, jednak pod jego ciemnym kapeluszem skrywały się pierwsze krople potu. Denerwował się.
         -Nigdy.. Ona jest..
         -Nikt z ludzi nie jest wasz – warknęła dziewczyna przerywając napastnikowi.
         Przeskoczyła nade mną. Miała na sobie długi ciemny płaszcz i ciężkie wojskowe buty. Jej bujne, puszyste czarne loki sięgały do łopatek. W dłoniach trzymała dwa długie.. miecze? Wzięła zamach i bronią mierzyła w mężczyznę. Była niesamowicie szybka. Jednak on odsunął się równie sprawnie. Końcówka ostrza rozerwała płaszcz. Przeklął cicho i wyciągnął znikąd długi sierp. Oboje ustawili się jakby mieli zaraz zaatakować. Zaszarżował, ale kobieta podskoczyła i uderzyła kolanami w jego ramiona. „Fałszywy” przewrócił się na plecy, a ona siedziała unieruchamiając mu ramiona nogami.
         -Powiedz swoim koleżką z Czerni, że nie mają tu wstępu.. - powiedziała zadowolona.
Zamachnęła się i mieczem odcięła mu głowę. Pisnęłam zszokowana. Jednak nie polała się krew. Mężczyzna rozwiał się niczym popiół. Moja wybawczyni wstała i podeszła do mnie. Nie miałam siły podnieść głowy by zobaczyć jej obliczę. Jedyne co widziałam to czubki jej czarnych skórzanych glanów. Poczułam jak ona mnie podnosi i krzyknęłam z bólu.
         -W coś ty się wpakowałaś dziewczyno? - cmoknęła.
Wyjąkałam coś i po chwili obraz zalała mi czerń.
* * *

         Zamrugałam ociężale. Nie miałam bladego pojęcia gdzie się znajduję. Podniosłam się i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie bolą mnie plecy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to mały pokój, z czerwonymi ścianami i kominkiem. Było ty tylko jeden czarny fotel odwrócony do mnie tyłem i łóżko, na którym leżałam. Na drewnianej jasnej podłodze znajdował się pomarańczowy dywan. Była tam poduszka i koc.
         -Dzień dobry Śpiąca Królewno! - usłyszałam głos dziewczyny z uliczki.
Stała niemal niewidzialna w cieniu przy kominku. Wyłoniła się z niego i po raz pierwszy mogłam się jej przyjrzeć w pełnej krasie.
         Jej blada skóra sprawiała, że wyglądała jak posąg bogini. Miała idealną figurę, na której opinała się czarna bluzka i tego samego koloru ciasne leginsy. W twarzy tej dziewczyny nie jeden chłopak by się zakochał. Miała niebieskie inteligentne oczy, które były otoczone woalką grubych i długich rzęs. Mocno wysunięte kości policzkowe dawały jej iście rzymski wygląd. Posiadała idealnie gładką cerę. Od gorąca jej wklęsłe poliki przybrały czerwony kolor. Pełne rubinowe wargi wyginały się w szczerym uśmiechu.
         -Wpakowałaś się w niezłe bagno...
Byłam przerażona. Co się tam właściwie stało? Czy stała przede mną morderczyni? Wiele pytań nasuwało mi się na myśli, jednak najwyraźniej musiałam je odłożyć na później.
         -Gdzie.. gdzie jestem? - spytałam niepewnie?
         -Witamy Cię w piekle! - usłyszałam nowy głos.
Z fotela wstał chłopak. Nie był super wysoki, ani specjalnie umięśniony. Na głowie kłębiły się ciemne blond kędzierzawe włosy. Okrągłe poliki miał w lekkim trądziku. Jego uśmiech był zaraźliwy. Od razu dało się wyczuć bijący od niego optymizm. Był niemal wychudzony. T-shirt z AC/DC wisiał na nim, a wojskowe spodnie trzymały się na jego biodrach tylko dzięki brązowemu paskowi. Na stopach miał ciepłe babcine kapcie.
         -Jestem Charlie.. I jestem mózgiem całego naszego dwuosobowego zespołu – powiedział z tępy uśmiechem.
         -Dobra nie wystrasz jej swoją gębą Charles.. - przewróciła oczami bogini – Jestem Izabell, ale mów mi Izzy – wskazała pod podbródkiem chłopaka – a tamtą chołote nazywaj Charles..
Chłopak zaśmiał się wesoło.
         -Też cię kocham Izzy – powiedział wysyłając w jej stronę niewidzialnego całusa.
Izabell przewróciła oczami zdegustowana i podeszła do mnie.
         -A ja jestem Kate.. Po prostu Kate.. - powiedziałam nieśmiało – Mogę spytać czemu się tu znalazłam?
         Nowo poznani spoważnieli trochę i spojrzeli po sobie. Widać było na ich twarzach niepokój. Jakby bali się mi czegoś powiedzieć...
         -Opowiem ci wszystko, ale musisz mi zaufać i wysłuchać do końca... - zaczęła Izzy – Świat w którym żyjemy to tylko jeden ze światów...
         -Ale przecież jest wiele galaktyk i...
         -Wysłuchaj jej – przerwał mi Charles.
Zamilkłam pośpiesznie lekko zawstydzona.
         -A więc – kontynuowała niezrażona dziewczyna – istnieją dwa wymiary... Drugi rządzi nami.. Nie widzimy go, nie odczuwamy go, ale on jest i niestety.. ma ogromny wpływ na nasz świat. Żyją w nim istoty.. które.. no.. Odzwierciedlają nasze złe cechy.. Chodź tak naprawdę oni byli pierwsi.. Zarażają swoim dotykiem nas i tak o to stajemy się nie do końca dobrzy... Spotkałaś Fałszywego.. Istnieje więcej takich.. Wszyscy mają jeden cel.. - jej oczy spojrzały we mnie z pełną powagą – abyśmy niczego nigdy się nie domyślili.
         -Ale czego mielibyśmy się domyśleć? - zapytałam lekko zdezorientowana.
         -Że możemy panować nad czasem.. - powiedział Charles – Te istoty ze Świata Czerni mają wskazówki jak odnaleźć coś co sprawia, że panujemy nad czasem... Ukrywają to u siebie i sami szukają tego..
         -Nadal nie rozumiem.. Po co atakują ludzi?
         -Powiedz mi Kate, o czym ostatnio myślałaś?
Zdziwiło mnie to pytanie. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, że musi istnieć coś oprócz nas. Pytania i odpowiedzi nasuwały mi się same.
         -Nie którzy widzą więcej Kate... Ci którzy zauważyli, że coś jest nie tak.. że coś więcej musi istnieć oprócz naszego świata, odzyskują świadomość.. Wtedy zaczynają na nas polować istoty z Czerni i nas likwidują...
         -Ponieważ możemy im zagrozić... Ponieważ my nie potrzebujemy wskazówek do znalezienia esencji..
         -To gdzie ona jest? - ufałam im.
Przekonali mnie dogłębnie. Rzeczywistość mnie przerażała, ale było tak też w normalnym życiu... Więc to tylko wszystko wyjaśniało..
         -Nie wiemy.. - posmutniała Izzy.
Odwróciła się i wyszła z pokoju. Zostałam sama z Charlesem. Spojrzał na mnie ze smutkiem. Westchnął cicho i usiadł obok mnie. Patrzył się smutny w płomienie.
         -Ludzie nie mogą od tak sobie go znaleźć.. Musimy mieć kompas. Wskaże on nam, tylko i wyłącznie nam drogę...
         -To gdzie on jest?
         -Zabrali go ci z Czerni.. skryli w swojej najbardziej strzeżonej twierdzy w swoim wymiarze.. Kiedyś mieliśmy go my.. - urwał.
Widać było łzy wzbierające w jego oczach.
         -Pilnował go Steve, narzeczony Izzy... Napadli ich gdy spacerowali razem.. Walczyli.. Bronili naszej odpowiedzi do posiadania władzy czasu.. Jednak przeciwników było zbyt wielu... Steve by ochronić Izabell wrzucił ją do wody bo byli na moście.... Nim wypłynęła było po wszystkim. Nie było ani Steva, ani kompasu, ani tych przeklętych z Czerni.. - warknął przez łzy – Nie wiemy czy go porwali, czy też zabili... Wiemy tylko gdzie trzymają kompas dzięki jednemu z nich, który się z nami sprzymierzył.. - opuścił głowę.
         -Teraz wiesz – nie usłyszałam jak dziewczyna weszła do pokoju – Nie odpuścimy.. Nawet nie ze względu na kompas.. ale – załamał jej się głos.
         -Dla Steva.. - dokończył Charles.
Siedziałam jak zaczarowana. Widziałam ogromne cierpienie na twarzy Izzy i Charliego..
         -Jak mogę wam pomóc? - spytałam sama omal nie płacząc.
         -Nie możesz, na razie trzeba cię wyszkolić – powiedziała ocierając łzy moja wybawczyni z uliczki.
         Kiwnęłam głową. Jestem osobą, która widzi więcej. To mi się nie mieściło w głowie.... To było nieprawdopodobne.. Oboje wstali i ruszyli do wyjścia.
         -Ale.. jak odróżnić tych z Czerni od normalnych ludzi? - spytałam tempo.
Kobieta zatrzymała się w drzwiach i obróciła się w moją stronę.
         -Słuchaj ludzi.. zobacz jacy są. .jeśli parę osób w twoim pobliżu wykazuje się tą samą negatywną cechą..
         -To wiedz, że musisz patrzeć na ludzkie cienie... Oni ich nie mają.. - dodał Charles.
Wypuściłam nerwowo powietrze. Słuchaj i pilnuj cieni... Dobrze zapamiętać tę radę..

_____________________________________
________________
Witam serdecznie na moim nowym blogu :> Mam nadzieję, że was troszku zainteresowałam xD <3 
Kolejny rozdział.. wkrótce :3